Stefan jak Stephen

No, k…, nareszcie! Przepraszam, ale to była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po przeczytaniu informacji, że „Czarny Wygon. Bisy” Stefana Dardy za kilka dni pojawi się w księgarniach. Zamówiłem w przedsprzedaży i niemal w dniu premiery zagłębiłem się w lekturze. Przeczytałem około 100 stron i… musiałem sięgnąć na półkę po poprzednie tomy. Bisy zaczynają się dokładnie w chwili, w której kończy się Starzyzna. Akcja obu książek zazębia się ze sobą, a od chwili wydania poprzedniego tomu minęły ponad dwa lata. Zwyczajnie nie pamiętałem wielu szczegółów. Jednak muszę przyznać, że z dużą przyjemnością wróciłem do losów bohaterów Słonecznej Doliny i Starzyzny, a obie książki po raz kolejny wywołały dreszczyk i nerwowe nasłuchiwanie odgłosów w mieszkaniu podczas nocnej lektury. Głównym bohaterem i narratorem Bisów jest ponownie Witold Uchman, pozornie przypadkowo wplątany w historię Czarnego Wygonu dwa lata wcześniej. Jednak po opuszczeniu Starzyzny i po powrocie do „naszego świata” nie udaje mu się uwolnić od wszechobecnego zła dominującego w przeklętej wiosce. Wydaję się, że tajemnicze siły kierujące poczynaniami księdza Dobrowolskiego, głównego dotychczasowego antagonisty, przeniosły się do realnego świata i to z wielokrotnie większą mocą. W Bisach, poza Witoldem Uchmanem, bohaterowie poprzednich tomów Czarnego Wygonu pojawiają się epizodycznie lub wcale. Wyłania się za to plejada nowych postaci, a losy każdej z nich są w niewiarygodny sposób powiązane z wydarzeniami lub osobami znanymi z poprzednich tomów. Nie ma niewinnych, każdy skrywa tajemnicę, mniej lub bardziej mroczną. A nad wszystkim wydaje się panować ktoś, kto narzuca reguły gry. W obu światach. Ktoś, przy kim demoniczny ksiądz Dobrowolski to „kaszka z mlekiem”. W Bisach pojawia się ciekawy zabieg literacki. Otóż główny bohater czyta „Słoneczną Dolinę”, widzi nawet podobieństwo dziewczynki z okładki z prawdziwą Anielką. W ten sposób akcja powieści w pewnym sensie przenosi się do rzeczywistości czytelnika. Autor Bisów nie wyjaśnia żadnej tajemnicy z poprzednich tomów. Wręcz przeciwnie, gmatwa i zagęszcza całą historię, otwiera nowe wątki, a te, których zakończenie wydawało się oczywiste po przeczytaniu Starzyzny znów powracają. Wielką zaleta całego cyklu jest umiejscowienie akcji w zachwycających okolicach Roztoczańskiego Parku Narodowego. Chociaż po lekturze trzech tomów Czarnego Wygonu moja wizyta tam już nigdy nie będzie taka sama jak poprzednie. Stefan Darda niewątpliwie zasługuje na miano polskiego Stephena Kinga nie tylko z powodu zbieżności imion. Jego klimatyczne powieści grozy są jedyne w swoim rodzaju na polskim rynku, a wszystkie nagrody które otrzymały – zasłużone. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że na czwarty i ostatni tom cyklu nie przyjdzie nam ponownie oczekiwać tak długo. A może w międzyczasie coś innego Szanowny Autorze?

———————————————–

Czarny Wygon. Bisy – Stefan Darda
Wydawnictwa Videograf S.A.

27.11.2012

********************

P.S. To zdjęcie  zeszytu z przepisami mojej żony. Porównajcie z opisem brulionu ze strony 105 Bisów. Taki przypadek!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*****

zobacz też:



One thought on “Stefan jak Stephen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *